niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 40

- Czy ty się kurwa dobrze czujesz ?!
- Powiedz.
- Dlaczego jesteś taki dziwny po stosunku ?!
- Summer do jasnej cholery ! Nie wystawiaj mojej cierpliwości na próbę.
- Ja pierdolę. Należę do Ciebie ! Zadowolony ?!
- Zadowolony. Idź się ubierz.
- Chcę spać.
- Musisz posprzątać salon.
- Niby czemu ja ?! Nie będę sprzątać po Tobie i chłopakach !
- Będziesz. - pocałował mnie w czubek nosa i wstał.
- Nie.
- Mam Cie zlać ? - otworzyłam usta ze zdziwienia. - Zadałem Ci pytanie ?
- Nie.
- To za 5 minut widzę Cie na dole. - wstałam i poszłam do garderoby. Wciągnęłam na siebie http://img.szafa.pl/ubrania/1/015711603/1376318952/kombinacje-z-neonowymi-spodniami.jpg i zeszłam na dół. Harry siedział już ubrany przy stole i czytał gazetę.
- Nie mogłeś zrobić śniadania ?
- Ty zrób. Załóż jakąś sukienkę Summer. Znów zaczynasz ubierać się jak chłopak. Dostałaś całą szafę sukienek. - zabrałam mu gazetę i wryłam się na kolana. Objął  mnie czule, ale wiedziałam, że jest niezadowolony.
- Kochasz mnie Harry ?
- Pewnie, że Cie kocham. Bardzo.
- Dlaczego jesteś dla mnie taki zimny ?
- Przepraszam Summer. Jestem bardzo nabuzowany. Cieszę się, że sama do mnie przychodzisz i się tulisz. Posprzątam salon, a ty zrób śniadanie dobrze ?
- Dobrze. - cmoknął mnie szybko w usta.
- Stęskniłem się za skradaniem całusów. - fuknęłam niezadowolona i zeszłam  jego kolan. Poszedł do salonu wzdychając ciężko.
- Harry ?!
- Tak kochanie  ? - wszedł do kuchni niosąc w rękach opróżnione butelki po piwach. Wrzucił je do pojemnika i objął mnie w talii.
- O której mają przyjść ?
- Napisałem o 17. Może być.
- Tak.
- Pozwoliłem sobie również zadzwonić do Nicka. - rozcięłam sobie rękę. Jęknęłam i wsadziłam ją pod zimną wodę obmywając krew.
- Co zrobiłeś ?! - warknęłam przez zęby.
- Myślałaś, że odpuszczę. ? - posadził mnie na blacie i opatrzył ranę.
- Co mu powiedziałeś ?
- Nie ważne.
- Harry !
- Koniec ! - oplótł moje ręce wokół swojej szyi i zaniósł mnie do salonu. Położył mnie na sofie i przykrył kocem.
- Leż kochanie. Straciłaś dużo krwi. Ja się wszystkim zajmę. - pocałował mnie w czoło i zniknął w kuchni. Wiedziałam, że nie ma po co się z nim kłócić, a poleniuchować zawsze miło. Obserwowałam jak wesoło tańczy ogień w kominku.
- Masz kanapeczki. - podał mi posiłek pomagając usiąść. Czy on do chuja myśli, że ja jestem obłożnie chora przez jedno, małe rozcięcie.
- Dziękuję.
- Smacznego Baby. - kończył zbieranie butelek.
- Napisałeś też do Ryana ? - wymamrotał coś pod nosem. - Co mówisz ?
- TAK ! - butelka, którą trzymał w ręce rozwaliła się z hukiem o najbliższą ścianę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz